wtorek, 13 grudnia 2011

Tylne drzwi

W czwartek 8 grudnia odbyło się spotkanie Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego. Zaraz po tym prezydent EBC Mario Draghi uczestniczył w konferencji prasowej i odpowiadał na pytania dziennikarzy dotyczące decyzji podjętych podczas spotkania (link). Po pierwsze zaskoczył on rynek zdecydowanym odrzuceniem możliwość bezpośrednich zakupów przez EBC obligacji państw strefy euro (QE). Od kilku tygodni chodziły także pogłoski o udzieleniu pożyczki przez EBC dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który mógłby ją wykorzystać na zakup papierów  dłużnych emitowanych przez Włochy lub Hiszpanię. Draghi odrzucił także te spekulacje. „Jest to bardzo skomplikowane pod względem prawnym, sprzeciwia się także duchowi Traktatu, ponieważ jest to próba jego ominięcia. Jeżeli banki centralne chcą udzielić pożyczki MFW, która zostanie przeznaczona na kredyty dla na przykład Indonezji lub Chin to wszystko jest w porządku. Jeśli jednak pieniądze te mają być użyte do zakupów obligacji państw strefy euro, to myślę że jest to niezgodne z Traktatem”. Na pytanie dlaczego EBC nie postępuje tak jak inne banki centralne, czyli Fed i BoE i nie pomaga europejskim gospodarkom poprzez bezpośredni skup obligacji na masową skalę, Draghi odpowiedział: „Mamy Traktat który mówi, że naszym głównym zadaniem jest dbanie o stabilizację cen, oraz który zakazuje dodrukowywania pieniędzy. Jestem wystarczająco stary żeby pamiętać, kiedy z początkiem lat 90-tych Traktat ten został napisany. W tym czasie  kilka krajów w Europie finansowało wydatki rządowe poprzez dodruk pieniędzy i konsekwencje były później widoczne dla wszystkich”. Czy odrzucając bezpośrednią pomoc dla krajów strefy euro i pożyczkę dla MFW, Europejski Bank Centralny zrezygnował ze wspomagania europejskich banków i gospodarek? Niekoniecznie.    


Podczas spotkania, EBC podjął kilka ważnych decyzji, z których jedna wydaje się być kluczowa. Daje ona możliwość dostarczania środków krajom  strefy euro „tylnymi drzwiami”.  Pierwszą decyzją jest obniżenie trzech głównych stóp procentowych o 25 pkt bazowych, co jest drugą z kolei obniżką od początku listopada. Stopa procentowa udzielanych przez Bank Centralny kredytów (lending facility) wynosi od tej pory 1,75% a depozytów 0,25% (deposit facility). Stopa procentowa operacji otwartego rynku została obniżona do 1%. Głównymi przyczynami tej decyzji jest bardzo słaba aktywność ekonomiczna, która powoduje, że niema presji na wzrost płac, kosztów i cen. Prognoza inflacji na najbliższe miesiące wynosi ponad 2% a w średnim terminie powinna spaść nieco poniżej tej wartości. 


Pod koniec listopada skoordynowana akcja banków centralnych (swap lines), przyniosła wzmocnienie płynności w globalnym systemie finansowym. Teraz EBC, obok obniżki stóp procentowych,  zadecydował o podjęciu dalszych niestandardowych kroków. Powinny one jeszcze bardziej zwiększyć dostęp banków do środków pieniężnych, a przez to wspomóc akcje kredytową dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Te niestandardowe decyzje to:
Po pierwsze EBC przeprowadzi dwie długoterminowe operacje LTRO (Longer-Term Refinancing Operation) o czasie do wykupu wynoszącym 36 miesięcy. Sprowadza się to do udzielenia nisko oprocentowanych, nielimitowanych trzyletnich kredytów dla banków w strefie euro. Od teraz banki będą miały znacznie szerszy dostęp do kapitału, co pozwoli im uniknąć ewentualnego upadku. Może to oznaczać „Backdoor QE”, czyli nową drogę pozyskiwania pieniędzy przez rządy europejskich dłużników. Christian Noyer, członek Rady Prezesów EBC, stwierdził: „ decyzja o udzieleniu nieograniczonych trzyletnich kredytów dla banków, powinna dostarczyć im niezbędnych środków do finansowania wzrostu gospodarczego i zakupów papierów dłużnych państw strefy euro, co pomoże obniżyć ich oprocentowanie (link).” Pierwsza operacja przeprowadzona zostanie 21 grudnia.


Pozostałe kroki podjęte przez ECB w celu pomocy bankom, to akceptacja dłuższej listy aktywów, które stanowić mogą zabezpieczenie udzielanych kredytów. Dodatkowo zostaje obniżona stopa rezerwy z 2% do 1% co pozwoli uwolnić część środków przetrzymywanych przymusowo przez banki i przeznaczyć je na inne cele.

niedziela, 11 grudnia 2011

Analiza rynku srebra, 11 grudnia 2011


Ceny srebra od 11 tygodni, czyli od wrześniowego załamania, poruszają się w trendzie bocznym. Mijający tydzień nie przyniósł żadnego rozstrzygnięcia. Notowania wróciły poniżej swojej średniej MA-50, głównie przez czwartkowe spadki, spowodowane oświadczeniem prezesa EBC, który rozwiał nadzieję zwolenników akcji szybkiego dodrukowania nowych pieniędzy w Europie. W piątek na rynek srebra wrócił optymizm, który pozwolił ceną odrobić znaczną część strat z dnia poprzedniego. Srebro zakończyło tydzień na poziomie 32,16 $/oz co stanowi spadek o 43 centy czyli 1,3%. Pierwszy raz od dłuższego czasu złoto radziło sobie dużo gorzej niż srebro. Tydzień na rynku złota zakończył się spadkiem o 35,8 $ czyli 2%. Notowania kruszcu na zamknięcie piątkowej sesji wynosiły 1710,8 $/oz. Ze względu na zawirowania w Europie, oraz złe informacje nadchodzące z innych części świata, wielu inwestorów spodziewało się, że ceny złota pójdą w górę. Jednak przez ostatni miesiąc notowania kruszcu były jakby „stłumione”. Przyczynę tego dobrze wyjaśnia opublikowany dwa dni temu Bank Participation Report (o tym poniżej). Wskaźnik GSR ze względu na nierównowagę w spadkach obydwu metali zawęził się do poziomu 53,2 pkt.


W piątek CFTC udostępniła kolejny tygodniowy raport Commitment of Traders. Na rynku srebra liczba krótkich pozycji netto w posiadaniu największych inwestorów na rynku, zwiększyła się o 1831 pozycji do 22,5 tysiąca sztuk. Raport jest trochę negatywny, ale z szerszej perspektywy ciągle znajdujemy się w obszarze najniższych od lat wartości krótkich pozycji w posiadaniu commercials.


 Na rynku złota liczba krótkich pozycji netto w rękach największych graczy, zwiększyła się o 7955 sztuk do poziomu 201,5 tysiąca. 
Raport nie jest zbyt dobry, ale patrząc na rynek w terminie kilkuletnim, złoto także znajduje się w obszarze niskich wartości krótkich pozycji, .


W piątek opublikowany został comiesięczny Bank Participation Report. Pokazuje on udział banków, zarówno amerykańskich jak i zagranicznych, na rynku kontraktów terminowych. W przypadku srebra i złota raport pokazuje liczbę posiadanych przez banki krótkich i długich pozycji na Comexie. Na rynku srebra liczba krótkich pozycji netto (czyli różnica w ilości krótkich i długich pozycji) w posiadaniu amerykańskich banków spadła w listopadzie z 16,1 do 15,7 tysiąca, czyli dokładnie o 429 sztuk. Banki spoza USA zwiększyły udział krótkich pozycji o ponad tysiąc sztuk (link).


Zupełnie odwrotna sytuacja miała miejsce na złocie. Amerykańskie banki bardzo zwiększyły swoje zaangażowanie w krótkie pozycje, których liczba w listopadzie wzrosła o 18,3 tysiąca do 101 tysięcy netto. Dodatkowo zagraniczne banki także zwiększyły swój udział po krótkiej stronie rynku o 13,5 tysiąca pozycji. Łącznie banki w listopadzie zakupiły prawie 32 tysiące krótkich pozycji.


Na rynku kontraktów terminowych inwestorów możemy podzielić na różne segmenty. Raport COT wprowadza podział na trzy zasadnicze grupy. Pierwsza to najwięksi gracze czyli commercials, druga to średniej wielkości inwestorzy, głównie różnego typu fundusze, nazywana non-commercials. Trzeci segment to najmniejsi uczestnicy rynku, posiadający często ułamek kontraktu, czyli non-reportables. Badając zmiany w ilości długich i krótkich pozycji możemy dowiedzieć się która grupa inwestorów kupuje a która sprzedaje kontrakty, czyli kto spodziewa się wzrostów a kto spadków. Musimy tutaj brać pod uwagę możliwości finansowe danego segmentu. Wiadomo że kapitał najmniejszych i średniej wielkości inwestorów jest ograniczony, podczas gdy środki finansowe przykładowo banków inwestycyjnych wchodzących w skład commercials są praktycznie nielimitowane. W listopadzie to właśnie banki zajęły ponad 30 tysięcy krótkich pozycji na rynku złota. Przejęły one tym samym cały popyt na tym poziomie cenowym, wygenerowany przez inne grupy inwestorów, co stłumiło wzrost cen. Można zadać pytanie, gdzie byłyby teraz ceny złota gdyby banki nie zaangażowały się z taką mocą po krótkiej stronie rynku.


W zeszłym tygodniu opublikowany został list napisany przez Erica Sprotta, w którym autor zachęca producentów srebra do zamiany części zysków na lokaty w kruszec. W tym tygodniu kontynuuje swoją myśl argumentując dodatkowo, że posiadanie przez kopalnie swoich własnych zapasów srebra może przynieść im dodatkowe korzyści. Chodzi nie tylko o uznanie monetarnej roli srebra, ale także o zabezpieczenie przed utratą papierowych oszczędności, w wyniku upadku banków (patrz MF Global), oraz o znaczny wpływ jaki morze wywrzeć gromadzenie srebra przez producentów na posiadaczy krótkich pozycji. „Producenci srebra są najbardziej poszkodowani przez bardzo dużą zmienność cen metalu, która powodowana jest przez transakcje „papierowym srebrem” – ponieważ większość transakcji na LBMA i Comexie zawierana jest przez spekulantów i nie ma nic wspólnego z rzeczywistym popytem i podażą kruszcu. Nie szukając daleko, można podać przykład z  końca maja tego roku, kiedy srebro doszło do poziomu 49,5 $/oz. Ponad miliard uncji papierowego srebra zostało sprzedane (i kupione) tego dnia. Podczas gdy roczna produkcja wynosi nieco ponad 900 mln oz.”


 Inwestorzy którzy sprzedają taką ilość srebra na rynku terminowym w przeciągu jednego dnia, nie mają oczywiści zamiaru rozliczyć kontraktów i dostarczyć kruszec. Jest to czysto spekulacyjne zajęcie pozycji, zwykle na niezbyt długi okres czasu, nie mające nic wspólnego z fizycznym metalem. Taka gra papierowym srebrem, która doprowadziła w tym roku do dwóch poważnych załamań cen, pogłębianych dodatkowo przez podwyższanie wymagań depozytowych przez CME, najbardziej uderza w producentów. Są oni praktycznie zakładnikami papierowego rynku srebra. Eric Sprott namawia ich aby wzięli sprawy w swoje ręce i odzyskali kontrolę nad cenami metalu, a jednym z tego sposobów jest właśnie akumulowanie srebra. Zamiana część zysków na srebro, pokazałaby że na rynku panuje rzeczywista nierównowaga, a sprzedający papierowe kontrakty znaleźliby się w dużo trudniejszej sytuacji.


Nadeszło parę odpowiedzi na list ze strony kilku kopalni srebra, co jest bardzo pozytywne. Jeszcze pięć lat temu nie byłoby prawdopodobnie żadnej reakcji. Odpowiedziało miedzy innymi dwóch większych producentów: Cour d’Alene i Silver Wheaton, którzy w zasadzie zgadzają się z postulatami zawartymi w liście i zgodnie twierdzą, że rozważają możliwość zamiany części zysków na srebro (link). 


Hugo Salinas, stojący na czele meksykańskiego stowarzyszenia promującego srebro jako środek płatniczy w Meksyku, ponownie zabrał głos na temat swojej działalności. Meksyk jest jedynym obecnie krajem, w którym Kongres na serio zastanawia się nad wprowadzeniem srebrnych monet, jako legalnego środka płatniczego alternatywnego do zwykłego papierowego pieniądza (to znaczy będzie obowiązywać obok peso). Meksyk ma bardzo złe i do tego całkiem świeże doświadczenia z inflacją. Stowarzyszenie na czele którego stoi Salinas aktywnie lobbuje w Meksykańskim Kongresie, aby uchwalił on jednouncyjnego „Libertad” jako legalny środek płatniczy, który będzie za razem „store of value” dla Meksykanów i zabezpieczeniem przed inflacją w niepewnych czasach. Wiąże się z tym pewien zasadniczy problem. Cena srebra jest bardzo zmienna i praktycznie codziennie wartość monety powinna być ponownie ustalana. Przy znacznym spadku ceny metalu, zwykli obywateli traciliby swoje oszczędności. Problem ten udało się rozwiązać, poprzez wprowadzenie sztywnej ceny monety, w przypadku spadków cen srebra, tak aby nikt nie ponosił strat związanych z jej kupnem. W przypadku wzrostu cen kruszcu, wartość monety pięła by się do góry. System wydaje się całkiem realny do wprowadzenia, jednak tak jak można się spodziewać, istnieje znaczny opór ze strony banku centralnego. Jest jednak pewna szansa na pozytywny rozwój sytuacji. Jeszcze w tym miesiącu Komisja Finansów ma zaplanowane spotkanie z przedstawicielami banku centralnego, na którym ma wysłuchać argumentacji przeciwko wprowadzeniu „Libertad” jako legalnego pieniądza. Jeżeli komisja uzna, że argumenty nie są mocne, może zaaprobować ustawę i przesłać ją do głosowania do Kongresu, gdzie wszystko się rozstrzygnie.  


Ilość srebra przechowywana przez SLV zwiększyła się w stosunku do poprzedniego tygodnia o 66,5 tony, czyli 2,1 mln uncji. Fundusz przechowuje obecnie 9769,12 ton metalu.

Zapasy Comexu wzrosły w mijającym tygodniu o 2,2 mln oz i pierwszy raz od dłuższego czasu przekroczyły 110 mln oz. Na zamknięcie czwartkowej sesji ilość srebra przetrzymywana przez Comex wyniosła 110 415 259 oz.
Grudzień jest miesiącem dostawy na Comexie. Jak dotąd rozliczonych i dostarczonych zostało 735 kontraktów, czyli 3,675 mln oz srebra. Do dostawy pozostało 391 kontraktów.


 Po bardzo słabym listopadzie sprzedaż „Silver Eagle” ponownie przyspieszyła. Od początku miesiąca sprzedanych zostało 906 tysięcy jednouncyjnych monet. Z rocznej perspektywy znajdujemy się obecnie niewiele poniżej granicy 40 mln oz, i jest szansa że na zamknięcie roku ją przekroczymy. Jednak US Mint może wykonać podobny manewr jak w zeszłym roku i przenieść część sprzedaży na styczeń.

2011 Silver Sales Totals
January          6,422,000 (Faktycznie połowa tej wartości, ponieważ są to połączone dane za grudzień i styczeń)
February        3,240,000
March            2,767,000
April               2,819,000
May                 3,653,500
June               3,402,000
July                2,968,000
August           3,679,500
September     4,460,500
October          3,064,000
November      1,384,000
December      906,000
Total               38,765,500 oz

 
Długoterminowe prognozy dotyczące srebra pozostają pozytywne. Za jedną uncję złota możemy kupić 53 uncje srebra, co wskazuje na ogromne nie doszacowanie cen srebra w stosunku do złota. Przewidywanie krótkoterminowe nie ma większego sensu, przy tak zmiennej sytuacji jaka panuje w Europie. Co raz zaskakują nas nowe różnorakie próby ratowania strefy euro i działania banków centralnych. Nie wiadomo jaka idea ostatecznie zwycięży i czy w ogóle do momentu podjęcia ostatecznej decyzji strefa euro przetrwa w obecnym kształcie.

piątek, 9 grudnia 2011

Upadek MF Global - druga odsłona


Ostatniego dnia października w USA miało miejsce największe bankructwo od czasu upadku Lehman Brothers w 2008 roku. MF Global będący jednym z większych brokerów w Ameryce, działający głównie na rynku instrumentów pochodnych na surowce, ogłosił że jest niewypłacalny. Obecnie, ponad pięć tygodni po tym wydarzeniu sprawa nabiera drugiego tempa. Bankructwo, było dosyć zaskakujące i doprowadziło do znacznej przeceny na rynku srebra i złota. Było to spowodowane przymusem likwidowania pozycji na rynku terminowym, przetrzymywanych przez upadającą firmę. Część analityków sądzi, że to bankructwo odsłania fatalną sytuację jaka panuje wśród tego typu instytucji i jest dopiero początkiem tego co się będzie działo. Następny w kolejności został wytypowany Jefferies, który póki co zaprzecza wszystkim pogłoskom o możliwej niewypłacalności. Wydaje się jednak, że USA wyciągnęło wnioski z bankructwa Lehman Brothers. Jego koszt był na tyle duży, że później nie pozwolono upaść żadnej dużej instytucji finansowej. Ukłuło się nawet powiedzenie TBTF (too big to fail), czyli za duży żeby upaść. Jest prawdopodobne, że w przypadku złego rozwoju wypadków rząd USA znowu pomoże niewypłacalnym firmom. 


W czwartek Jon Corzine, pełniący funkcję prezesa MF Global, zeznawał w sprawie bankructwa firmy. Korporacja winna jest swoim klientom 1.2 mld dolarów i nikt nie wie co się stało z tymi pieniędzmi. Część poszkodowanych oskarża prezesa MFG o kradzież, ale prawda może być trochę inna. W swoim wystąpieniu Corzine stwierdził: „Musze przyznać, że od mojego odejścia z MFG nie mam dostępu do wielu dokumentów, które są konieczne do dokładnego opisania tego co zdarzyło się w firmie. Dodatkowo, nawet jak pełniłem swoje obowiązki, nigdy nie byłem specjalnie zaangażowany w operacje księgowe i rozrachunkowe”.


Większość komentarzy ukazujących się w mediach sugeruje, że MFG upadł ze względu na nietrafione inwestycje w obligacje emitowane przez europejskich dłużników. Faktem jest że firma posiadała papiery dłużne wystawione przez Belgię, Włochy, Hiszpanię, Irlandię i Portugalię, jednak z oświadczenia Jona Corzine wynika, że nie to było główna przyczyną upadku korporacji. Firma stała się niewypłacalna ze względu na utratę zaufania i wycofywanie depozytów przez co bardziej przezornych inwestorów.


Jednak inwestycje w obligacje strefy euro mogą być przyczyną utraty ponad miliarda dolarów, które MFG jest winna swoim klientom. Sprawa jest trochę bardziej zagmatwana niż się z pozoru wydaje. MF Global zaangażowany był w transakcje RTM (Repurchase Transactions to Maturity). Polegało to na tym, że firma kupowała europejskie papiery dłużne po czym sprzedawała je innemu klientowi, zobowiązując się jednocześnie do odkupienia ich w późniejszym terminie (repurchase agreement). Można powiedzieć, że klient ten dawał firmie „kredyt” w zastaw papierów dłużnych. Zyskiem dla korporacji była różnica w oprocentowaniu jakie dostawał z europejskich obligacji i jakie musiał zapłacić klientowi za „kredyt”, pod zastaw papierów dłużnych. Takie transakcje uznaje się za dosyć bezpieczne, jednak są z nimi związane dwa rodzaje ryzyka. Pierwszy to niewypłacalność bądź restrukturyzacja długu przez kraj emitujący obligacje. W takiej sytuacji MFG nie dostałby w momencie wykupu papierów dłużnych, całej zainwestowanej w nie kwoty. Jednak ciągle byłby zobowiązany do oddania klientowi pełnej wartości „kredytu”. Drugi rodzaj ryzyka związany jest z obniżeniem wartości obligacji, które są wykorzystywane jako zastaw pod „kredyt” od klienta. Jeśli wartość zastawu spada firma musi go w jakiś sposób zrekompensować (czyli musi znaleźć na to środki, co może doprowadzić do ryzyka płynności).  


Koniec lata 2011 roku był bardzo ciężkim okresem dla większości instytucji finansowych. Rynek był bardzo zmienny a firmy wykazywały słabe zyski. 17 października Wall Street Journal publikuje artykuł dotyczący wydarzeń z sierpnia, a dokładnie nakazu jaki został nałożony na MF Global przez FINRA, czyli jednego z regulatorów rynku. FINRA nakazuje firmie podwyższenie kapitałów spółki i jest wyraźnie zaniepokojona ekspozycją MF Global na europejski dług. Z innych źródeł można dowiedzieć się, że MF Global szybko podwyższa kapitały powyżej wymaganych poziomów. Jednak bardziej przezorni inwestorzy zaczynają się wycofywać i zmniejszać swoje udziały w firmie. Akcje korporacji zaczynają spadać. Pojawiają się dalsze artykuły w mediach, które jeszcze bardziej podgrzewają atmosferę. 24 października Moody’s obniża ocenę MF Global, a po kilku dniach robi to ponownie. Fitch także obcina rating, jedynie S&P wstrzymuje się z decyzją. MFG publikuje swoje kwartalne wyniki 25 października. Korporacja ujawnia, że w poprzednim kwartale straciła 191,6 mln $. Jednak strata nie była związana z obligacjami strefy euro, a głównie ze sprawami podatkowymi i kosztami likwidacji działalności w Japonii. Jednak zaufanie do firmy zostaje poważnie nadszarpnięte i duża część klientów wycofuje się. MF Global zaczyna zamykać swoje inwestycje, aby zdobyć kapitał i utrzymać płynność. W weekend 29-30 października okazuje się, że brakuje pieniędzy na kontach klientów. Dzień później firma ogłasza bankructwo.


Podczas oświadczenia przed komisją Jon Corzine stwierdził: „Jako CEO spoczywa na mnie odpowiedzialność za działania firny. Jednak osobiście nie angażuję się w szczegółowe operacje dotyczące mechanizmów rozrachunku, przepływów pieniężnych i zabezpieczeń. Nie jestem także ekspertem w skomplikowanych regułach dotyczących powyższych operacji (...). Mówiąc wprost, nie wiem gdzie są te pieniądze i nie wiem dlaczego konta klientów są puste. Ponadto przez kilka ostatnich dni przed upadkiem, MF Global wykonał tysiące transakcji. Możliwe, że nastąpiły jakieś błędy w samej firmie bądź u naszych partnerów”.  


Z oświadczenia prezesa MF Global wynika, że główną przyczyną upadku była utrata zaufania inwestorów do korporacji. Inwestycje w obligacje europejskich dłużników, zapewne przestraszyły część inwestorów, jednak to nie one doprowadziły do upadku. Dopiero jak  firma zaczęła wyprzedawać aktywa okazało się, że brakuje ponad 1.2 miliarda dolarów. Zobaczymy jednak do jakich wniosków dojdą instytucje nadzorujące, które są pośrednio odpowiedzialne za utratę pieniędzy przez setki inwestorów.

środa, 7 grudnia 2011

"Ciche QE", sterylizacja


Europejski Bank Centralny kontynuuje zakupy obligacji państw strefy euro. Robi to jednak w wolniejszym tempie niż przez ostatnie dwa tygodnie. Nie jest to zaskoczeniem ponieważ w zeszłym tygodniu sześć banków centralnych, na czele z Fed podpisało umowę o otwarciu linii swapowych, czego skutkiem była wielka wyprzedaż obligacji. Najbardziej potaniały papiery dłużne Belgii i Hiszpanii, których rentowności spadły nawet o 1,5%. Włoskie obligacje również zanotowały sporą przecenę, a ich oprocentowanie zeszło poniżej 6%, chociaż jeszcze tydzień wcześniej było grubo powyżej 7%. W takich warunkach ECB nie musiał interwencyjnie skupować papierów dłużnych. Ponieważ decyzja banków centralnych została upubliczniona w środę, całkiem możliwe, że ECB ściągał obligacje z rynku tylko w poniedziałek i wtorek. W minionym tygodniu, łącznie zakupione zostały papiery dłużne o wartości 3,5 mld euro. Od ponownego rozpoczęcia zakupów w sierpniu tego roku, SMP (Security Market Programme), w ramach którego ECB prowadzi skup obligacji, zwiększył się o 133 mld euro, do poziomu 207 mld euro. 


 Wszystkie środki przeznaczane na zakup papierów dłużnych podlegają „sterylizacji”. Oznacza to, że jeśli ECB zakupił obligacje za 207 mld euro (czyli wpompował w rynek te pieniądze), to jednocześnie ściąga tę kwotę z rynku poprzez operacje otwartego rynku (link). Innymi słowy, kupując obligacje skarbowe państw strefy euro, ECB dostarcza im nowe środki pieniężne. Są one przeznaczane przez rządy na różne cele, ale ostatecznie lądują na kontach banków komercyjnych. Jeżeli kupno obligacji następowałoby w dużych ilościach, wtedy coraz więcej pieniędzy wpływałoby na rachunki bankowe w danym kraju. Po pewnym czasie prowadziłoby to do inflacji. Dlatego przeprowadza się sterylizację. Pieniądze na rachunkach banków komercyjnych, które normalnie przeznaczane są na kredyty, w ramach sterylizacji wracają z powrotem do ECB. W praktyce wygląda to tak, że każdego tygodnia Europejski Bank Centralny oferuje 7-dniowe depozyty w ramach operacji otwartego rynku, opiewające na łączną kwotę zakupionych obligacji. W zeszłym tygodniu było to 207 mld euro. Ponieważ depozyty mają okres ważności tylko siedmiu dni, więc co tydzień są odnawiane. Zwykle nie było z tym problemu. ECB oferował każdego poniedziałku depozyty o maksymalnym oprocentowaniu 1,25%. Wszystko odbywa się na zasadzie aukcji, dlatego średnie oprocentowanie wychodzi w okolicach 0,6%. Nieco wyżej od zwyczajnego jednodniowego depozytu (deposit facility), który jest ustalony na poziomie 0,5%. W zeszłym tygodniu pierwszy raz nie było chętnych na całą oferowana kwotę i EBC nie zdołał jej całkowicie wysterylizować. W tym tygodniu wszystko wróciło do normy, jest tylko jedno małe „ale”.


 Co prawda EBC zdołał ściągnąć z rynku pieniądze od banków komercyjnych na kolejne 7 dni i to w ilości całkowicie pokrywającej wartość wyemitowanych obligacji, czyli 207 mld euro, jednak zaraz potem wykonał inny rodzaj operacji otwartego rynku – MRO (Main Refinancing Operation) który zasila rynek w środki pieniężne, czyli ma skutek odwrotny do sterylizacji. W ramach MRO, ECB zasilił rynek 252 mld euro, czyli 45 mld więcej niż ściągnął wcześniej. Operacje takie wykonywane są każdego tygodnia. Wychodzi na to, że cała idea sterylizowania kwot pieniędzy jakie zostają wydane na zakup obligacji mija się z celem, a w szczególności mówienie o związanym z tym przeciwdziałaniu inflacji. 
Jest jeszcze inna dosyć dziwna sprawa powiązana z tymi operacjami. Oprocentowanie MRO jest ustalone i wynosi 1,25%. Oznacza to, że banki komercyjne w ramach MRO pożyczyły pieniądze po 1,25% żeby zakupić 7-dniowe depozyty za 0,65%. Ciężko powiedzieć o co chodzi.