sobota, 28 maja 2011

Crash, Wipeout, Plunge, Opportunity


Przez ostatni miesiąc byliśmy świadkami ogromnych wahań na rynku srebra. Począwszy od bardzo optymistycznych nastrojów w końcu kwietnia, kiedy to ceny otarły się prawie o historyczne maksimum na poziomie 50 dolarów, poprzez załamanie w pierwszych dniach maja i spadek o 30 procent, aż do uspokojenia nastrojów i stabilizacji w okolicach 35 dolarów za uncję przez pozostałą część miesiąca.
Niestety nie miałem możliwości pisania bloga przez ostatnie 4 tygodnie, a zbiegło się to z czasem bardzo dużych zmian na rynku. Pomimo załamania się ceny kruszcu, moje zdanie na temat inwestycji w srebro pozostaje niezmienione. Nie wiem czy cena srebra w najbliższym czasie będzie wyższa czy znowu zapikuje w dół. Nie jestem w stanie przewidzieć krótkookresowych zmian cen. Jednak patrząc z szerokiej perspektywy na ten rynek i zakładając długoterminową inwestycję, obecna cena wydaje się dosyć atrakcyjna.

Na tak duży spadek cen srebra można patrzeć z kilku stron. Dla tych którzy weszli na rynek w końcowej fazie wzrostów, był to zapewne bardzo szokujący zimy prysznic. Dodatkowo część inwestorów, którzy silnie lewarowali swoje pozycje na rynku terminowym przeżyło katastrofę, tracąc prawdopodobnie cały zainwestowany kapitał. Jednak dla inwestorów od dłuższego czasu inwestujących w srebro załamanie to nie było aż tak wielkim zaskoczeniem. Myślę, że wielu długoterminowych inwestorów wykorzysta obecną sytuację jako szansę na kupno srebra po bardzo atrakcyjnej cenie.

Poniżej chciałbym opisać trzy wydarzenia, które miały ostatnio miejsce i które mogą mieć istotne znaczenie dla rynku srebra w nadchodzących latach. Dwa z nich powiązane są bezpośrednio ze złotem, na które popyt zaczyna rosnąć wykładniczo, szczególnie w państwach azjatyckich. Jak wiadomo kraje takie jak przykładowo Chiny lub Rosja, mają znaczące nadwyżki rezerw dolarowych. Nie jest tajemnicą, że chcą je jakoś zdywersyfikować, a jedną z alternatyw jest zakup złota. Ponieważ ceny złota i srebra są ze sobą powiązane, wzrost cen złota niesie za sobą zwyżkę na rynku srebra. Trzecie wydarzenie to wywiad z Hugo Salinasem, meksykańskim przedsiębiorcą. Przedstawia on swoje prognozy dotyczące monetarnej roli srebra w Meksyku.

Pierwsza wiadomość to opublikowane przez World Gold Council dane dotyczące popytu na złoto w pierwszym kwartale tego roku. Całkowity popyt na metal w Q1 wyniósł 981 ton i był o 11% wyższy niż w pierwszym kwartale roku poprzedniego. Chiny wysuwają się powoli na prowadzenie jako największy konsument złota na świecie. Najbardziej imponująco wygląda jednak popyt inwestycyjny (czyli na metal w postaci monet i sztabek) na złoto w Państwie Środka, co pokazuje poniższy wykres:



Jak widać jedynie osiem lat zajęło Chińczykom, aby od praktycznego zera stać się największym konsumentem bulionu złotego na świecie. Widać, że inflacja zaczyna dawać się we znaki, a ci co posiadają oszczędności szukają alternatywnych dróg lokowania gotówki. W pierwszym kwartale tego roku Chiny wyprzedziły nawet Indie, które tradycyjnie kupują najwięcej złota. Obydwa kraje skupiły w pierwszym kwartale tego roku nieco mniej niż 200 ton kruszcu. Jeżeli przemnożymy tę liczbę przez cztery, to otrzymamy około 750 ton w przeciągu całego 2011 roku. Jeszcze siedem lat temu wartość ta utrzymywała się poniżej 100 ton.
Całe podsumowanie Q1 można znaleźć na stronie WGC: http://www.gold.org/media/press_releases/archive/2011/05/gdt_q1_2011_press_release/
Warto zwrócić także uwagę na bardzo silny popyt na kruszec ze strony przemysłu jubilerskiego w Chinach. Pewne znaczenie miał tu Chiński Nowy Rok w czasie którego wielkim popytem cieszyły się różnego typu złote ozdoby.

Następny ważny news to wprowadzenie w Utah do obiegu złotych i srebrnych monet jako legalnego środka płatniczego. Utah zrobiło to jako pierwszy stan w USA. Prawo podatkowe rozpoznaje obecnie monety emitowane przez Mennicę Państwową – US Mint jako środek płatniczy, co oznacza, że nie będą pobierane żadne podatki w przypadku ich wymiany. Eksperyment ten umacnia debatę na temat monetarnej roli złota oraz jego roli jako zabezpieczenia przed inflacją. Ma to znaczenie szczególnie teraz, kiedy za żywność oraz artykuły pierwszej potrzeby zaczynamy płacić znacznie więcej niż jeszcze rok temu. Jednym z mankamentów nowego prawa jest to, że monety są warte tyle ile ich nominał, czyli w przypadku „złotego orła” jest to 50 dolarów. Raczej nie należy się spodziewać żeby ktokolwiek był na tyle nierozsądny i płacił za bak paliwa na stacji benzynowej 50 dolarów monetą której kruszec warty jest 1400 dolarów.
Jednak i na to znalazł się sposób. W Utah powstaje właśnie pierwszy depozytariusz przechowujący złoto i srebro i wystawiający karty debetowe dla swoich klientów. Idea jest prosta. Jeżeli ktoś chce trzymać swoje oszczędności w postaci kruszców, wystarczy jedynie zakupić złoto lub srebro u depozytariusza, który będzie je dla nas przechowywał. Za każdym razem, gdy zapragniemy zrobić zakupy za pomocą karty płatniczej, nasze złote oszczędności będą zamieniane na dolary.
Uznanie przez Utah monet wytworzonych z kruszcu, jako legalny środek płatniczy jest pierwszą poważną rysą na całym systemie monetarnym USA, w którym jak do tej pory jedynie FED posiadał całkowite prawo do tworzenia pieniędzy, co wykorzystywał zresztą z podziwu godną konsekwencją, niszcząc na przestrzeni lat amerykańską walutę i doprowadzając do obecnej wysokiej inflacji.

Wiele osób spodziewa się, że prawo wprowadzone w Utah, pomimo swoich obecnych ułomności stanowi podstawę do wprowadzenia bardziej znaczących zmian w przyszłości. Tym bardziej, że za Utah podążają już inne stany. Minnesota, Północna Karolina, Idaho i co najmniej dziewięć innych stanów przygotowuje się do wprowadzenia podobnego prawa. Jak widać temat ten ma obecnie bardzo dużą dynamikę, a zainteresowanie ochroną swoich oszczędności poprzez odporne na inflację kruszce jest coraz szersze.

Ostatnia wiadomość też częściowo dotyczy złota. W pierwszym kwartale tego roku Centralny Bank Meksyku zakupił prawie 100 ton złota. W bardzo dobrym wywiadzie dla KWN Hugo Salinas, meksykański miliarder i jeden z bardziej wpływowych przedsiębiorców, potwierdza, że Meksyk przeszedł już kiedyś całą drogę, w której połowie znajduje się obecnie FED, drukujący potężne ilości papierowych pieniędzy. Oczywiście skończyło się to totalną ruiną kraju. Nie ma się co dziwić, że nauczeni doświadczeniem meksykanie kupują złoto, aby zabezpieczyć się przed inflacją.
Jednak najciekawsza część wywiadu dotyczy srebra. Hugo Salinas stwierdza, że rozmawiał z dyrektorem banku centralnego na temat wprowadzenia srebra do obiegu jako formy pieniądza.

„Napisałem list (do dyrektora banku centralnego) w którym zasugerowałem, że bank powinien spojrzeć ponownie na kwestię monetaryzacji srebra w celu ochrony oszczędności zwykłych ludzi […]. Wygląda na to, że w końcu się to stanie.
Nie mogę powstrzymać się przed stwierdzeniem, że mamy bardzo silne wsparcie w Kongresie (meksykańskim) dla idei monetaryzacji srebra.
Spytany o to czy wprowadzenie srebra do obiegu pieniężnego może nastąpić w następnym roku, za dwa czy może za trzy lata, Hugo Salinas odparł: Myślę, że może się to stać dużo wcześniej, możliwe nawet, że w tym roku”.

Cały wywiad można znaleźć tutaj: http://kingworldnews.com/kingworldnews/KWN_DailyWeb/Entries/2011/5/16_Hugo_Salinas_Price_-_QE_in_US_Will_Lead_to_Utter_Destruction.html

Jeżeli plany te się powiodą spowoduje to wyssanie z rynku milionów uncji srebra, które zamiast być przerobione w chińskich fabrykach na rzeczy powszechnego użytku, znajdą się w portfelach Meksykanów.

sobota, 30 kwietnia 2011

Na rozdrożu


Dobiegł końca następny interesujący tydzień na rynku metali szlachetnych. W świąteczny poniedziałek, który był normalnym handlowym dniem w Azji, srebro wystrzeliło do góry. Nie wytrzymało jednak presji sprzedających i po wzroście nastąpiła silna korekta. Ponowne gwałtowne odbicie do góry nastąpiło w środę po konferencji FOMC. Szef Zarządu Rezerwy Federalnej Ben Bernarke dał jasno do zrozumienia, że żadnego zacieśnienia polityki monetarnej w USA nie będzie. Był to wystarczający powód do wzrostu cen srebra z 45 do 49 dolarów za uncję. Potem rynek zamarł i pozostał już na tym poziomie aż do zamknięcia sesji w piątek wieczorem. Było to o tyle dziwne, że w tym samym czasie złoto notowało kolejne rekordy cenowe, rosnąc przez te trzy dni ponad 50 dolarów za uncję. Brak korelacji pomiędzy ruchami cen złota i srebra występuje bardzo rzadko. Zwykle jest tak, że jeżeli złoto rośnie o 1% to srebro wzrasta około 2-3%. Odwrotna sytuacja występuje oczywiście przy spadkach cen, kiedy to srebro spada dwa lub trzy razy silniej niż złoto. Brak zależności pomiędzy cenami dwóch metali, szczególnie widoczny był w piątek, kiedy to złoto wystrzeliło do góry, rosnąc prawie 2%, srebro natomiast skończyło dzień na minusie.


W czwartek i w piątek widać było ogromne wahanie uczestników rynku. Wielu inwestorów sprzedało swoje długie pozycje, zamieniając je na pokaźny zysk. Wielu zapewne odwróciło pozycje przechodząc na krótką stronę rynku, mając nadzieję, że „bańka” pęknie i pozwoli im zarobić tym razem na spadkach cen. Bardzo silne wykupienie rynku połączone z wcześniejszymi, wielotygodniowymi wzrostami, wykres metalu przypominający parabolę oraz zatrzymanie się cen przy historycznych maksimach faktycznie może stanowić pokusę do zajmowania krótkich pozycji.
W tym momencie starły się dwie koncepcje inwestowania, o czym dowiedzieliśmy się w pełni w piątek wieczorem, a czego pierwsze sygnały można było dojrzeć już w środę. Ale wyjaśnijmy wszystko po kolei. Wtorkowe dane na temat liczby otwartych pozycji (Open Intrest), pokazywały wzrost OI do prawie 153 000 kontraktów. Ponieważ informacje te podawane są z jednodniowym opóźnieniem, tak więc wartość ta dotyczyła zamknięcia poniedziałkowej sesji. Wzrost ten był pewnym zaskoczeniem i sugerował pojawienie się dużych graczy zajmujących krótkie pozycje. Jednak dużo większym zaskoczeniem były trzy następne dni, kiedy to liczba otwartych pozycji spadała odpowiednio do 143, 135, 129.7 tysięcy. Po ostatnich danych z piątku, można łatwo wyliczyć, że OI spadła przez te trzy kolejne dni o 23 000 kontraktów. Prawdziwym wydarzeniem było jednak ogłoszenie cotygodniowego raportu COT. Publikacja ta obejmuje dane od środy zeszłego tygodnia do obecnego wtorku. Oznacza to, że ostatnim dniem który obejmował raport był wtorek, kiedy to liczba otwartych pozycji wynosiła 143 tysiące. Poniższe zdjęcie przedstawia fragment tabeli COT. Grubym drukiem przedstawiona jest zmiana ilości posiadanych kontraktów przez segment komercyjny, czyli największych graczy na rynku.


Okazuje się, że zmniejszyli oni swoje zaangażowanie w krótkie pozycje o bagatela 10158 kontraktów netto. Oznacza to, że najwięksi gracze na rynku nie przejęli się wcale tym, że srebro jest tak bardzo wykupione, ani tym, że przez ostatnie trzy miesiące nie było żadnej poważnej korekty. Nie przejmują się także tym, że doszliśmy do historycznych poziomów cenowym, ani nie liczą wcale na pęknięcie „bańki”. Jeżeli stawialiby na spadki cen metalu, otwieraliby w dużych ilościach krótkie pozycje, tak jak zwykle to robili przez ostatnie lata. Jednak tym razem nastąpiła zmiana. Duzi gracze najwyraźniej chcą się uwolnić od swoich skumulowanych krótkich pozycji i wykorzystują każdą okazję, aby się ich pozbyć.
Dodatkowo, ponieważ raport ten pokazuje to co się działo tylko do wtorku, możemy założyć, że przez trzy ostatnie dni tygodnia commercials dalej zamykali swoje krótkie pozycje. Wskazuje na to dalszy silny spadek OI ze 143 do 129.7 tysięcy kontraktów. Stuprocentową pewność czy był to „short covering” będziemy mieć dopiero w piątek, kiedy zostanie opublikowany następny raport COT. Jednak z dużym prawdopodobieństwem można już teraz założyć, że spadek ilości otwartych pozycji był spowodowany przez ucieczkę banków z krótkiej strony rynku. Świadczy o tym to, co się stało w czwartek. W przeciągu trzech godzin, ceny srebra załamały się i przy bardzo mało płynnym rynku spadły o 2 dolary. Inwestorzy, którzy od dłuższego czasu inwestują na rynku srebra, są zapewne przyzwyczajeni do takich mini krachów. Zdarzały się one od czasu do czasu, praktycznie zawsze po godzinach, kiedy rynek wykazywał małą płynność i stanowiły świetną okazję dla większych graczy na pozbycie się krótkich pozycji. Spadające ceny uruchamiają stop-losy, które jeszcze bardziej napędzają spadek i ostatecznie pozwalają na wyzbycie się „shortów”.

Doszliśmy do kluczowego momentu, w którym rynek zadecyduje, jaki obrać kierunek na najbliższe tygodnie. Z jednej strony mamy sporo indywidualnych inwestorów liczących na spore spadki po tak spektakularnych wzrostach, z drugiej dużych graczy którzy wcale takich spadków się nie spodziewają. Która siła zwycięży?
Zwykle na takim małym rynku jakim jest srebro, to duży ma rację. Tak przynajmniej było przez ostatnie lata. Jak będzie tym razem przekonamy się już zapewne bardzo niedługo.

wtorek, 26 kwietnia 2011

co dalej?

Przez dwa ostatnie tygodnie na brak emocji na rynku raczej nie można było narzekać. Od poprzedniej większej korekty w drugim tygodniu marca, srebro wzrosło o ponad 15 dolarów, wczoraj prawie dotykając historycznego poziomu 50 $/oz. Po podejściu do tego pułapu nastąpiła chwila zawahania i ostatecznie przeważyli sprzedający, ściągając ceny metalu ponownie w dół. Przez całe wczorajsze popołudnie, aż do teraz srebro staniało ponad 8%. Myślę, że taka korekta nie jest większym zaskoczeniem. Tak naprawdę nie mieliśmy większego spadku na tym rynku od 25 stycznia, kiedy srebro notowane było po cenie 26.8 $/oz. Od tego czasu nieprzerwany, trzymiesięczny marsz do góry dał prawie 100% zysku.


Patrząc od strony historycznej, nadchodzący miesiąc nie był zwykle pomyślny dla posiadaczy srebra. Na przełomie maja i czerwca mieliśmy już do czynienia ze znaczącymi korektami, rok temu ceny spadły o 13.3%, dwa lata temu 23.5%, a w 2006 roku 38.2%. Czy podobny scenariusz czeka nas i w tym roku? Tego zapewne nikt nie wie, postaram się jednak udowodnić, że sytuacja obecna jest bardzo różna w porównaniu do tego, co działo się przez ostatnie lata.


Ale wróćmy do dwóch ostatnich tygodni. Pierwsza rzecz jak rzuca się w oczy to ogromne obroty. W pierwszym etapie zwyżki, poprzez luty i marzec obroty oscylowały w granicach 50 – 80 tysięcy kontraktów. Od jakiegoś czasu nie schodzą one poniżej 100 tysięcy. Wczoraj natomiast obroty wyniosły monstrualne 318 tysięcy. Jeżeli nie jest to jakiś błąd to mamy bezapelacyjny rekord. Ostatnia, historycznie najwyższa wartość obrotów, to około 200 tysięcy zanotowane kilka miesięcy temu. I tutaj od razu narzuca się następna sprawa, czyli liczba otwartych pozycji. W normalnym trendzie wzrostowym liczba OI (Open Interest) wzrasta w miarę rozwijania się trendu. Dzieje się tak, ponieważ coraz więcej inwestorów skuszonych dużymi zyskami wchodzi na rynek. Jak widać na poniższym wykresie, od początku marca, czyli przez większą część ostatniej zwyżki, liczba otwartych pozycji bez uwzględnienia pozycji spread (takich w których inwestor posiada jednocześnie pozycję krótką i długą) praktycznie się nie zmieniała, oscylując w przedziale 112 do 118 tysięcy. W tym samym czasie cena srebra wzrosła z około 36 do 47 $/oz. Dlaczego tak się stało?


Przyczyną tego był brak sprzedających. Krótkie pozycje, czując narastające ciśnienie i licząc pogłębiające się codziennie straty zaczęły się wykruszać (przez ostatnie 3 miesiące mieliśmy 45 dni wzrostowych i tylko 19 spadkowych). Najwięksi gracze, czyli duże banki na czele z JP Morgan Chase, stały biernie obok przyglądając się tej zwyżce i chyba pierwszy raz nie zajmowały krótkich pozycji. To ogromna zmiana. Dotychczas schemat wyglądał tak, że w miarę wzrostu cen srebra duże banki otwierały coraz więcej krótkich kontraktów. Potem wystarczyło zepchnąć cenę w dół, a pozostali gracze wpadali w panikę i wyprzedawali swoje długie pozycje po niższych cenach, napychając portfele banków. Powtarzało się to regularnie przez ostatnie lata.
Tym razem nastąpiła zmiana. Raport COT z 12 kwietnia pokazuje nagły spadek posiadanych krótkich pozycji w segmencie commercials (najwięksi gracze) o 5000 kontraktów netto, czyli o 25 mln uncji. Dane te obejmują czas, w którym srebro wzrosło o około 1.3$. Widać, że wzrost ten był spowodowany zamykaniem krótkich pozycji przez dużych graczy. Zaraz potem zresztą, srebro wystrzeliło do góry zatrzymując się przy granicy 50 dolarów.
Następny raport COT, obejmujący tydzień 12- 19 kwietnia był neutralny. Liczba krótkich pozycji w segmencie commercials wzrosła netto o 1400 kontraktów, co przy 11% wzroście kursu metalu można uznać za wartość pomijalną.


Wyobraźmy sobie teraz jak muszą się czuć posiadacze krótkich pozycji. Ponieważ OI przez ostatnie dwa miesiące niewiele się zmienił, można uznać, że duża część inwestorów grających na spadki kursów ciągle utrzymuje swoje krótkie kontrakty. Tylko od dołka w styczniu tego roku, posiadacze tych pozycji są stratni sumarycznie ponad 11.5 mld dolarów, a od początku hossy w lipcu 2010 roku ich strata przekracza 15 mld $.
Nie sądzę żeby mogli tak w nieskończoność dopisywać straty do swoich rachunków. A przecież mówimy tutaj tylko o kontraktach terminowych na COMEXie. Do tych strat śmiało możemy dodać straty poniesione na wystawionych opcjach kupna oraz na giełdzie londyńskiej LBMA i na całym rynku pozagiełdowym OTC.


Rynek srebra ciągle pozostaje w backwardation (wsteczny), co jest sytuacją nienormalną i sugeruje kłopoty z dostępnością srebra w postaci „fizycznej” (w odróżnieniu od postaci „papierowej”, czyli wszelkich opcji, kontraktów i certyfikatów na srebro). Dodatkowo zbliżający się maj jest miesiącem dostawy na COMEXie. Wszystkie majowe kontrakty terminowe, które nie zostaną zrolowane na następne miesiące, będą musiały być zrealizowane. Giełda ma obowiązek dostarczyć srebro wszystkim posiadaczom tych kontraktów. W piątek, na zamknięcie sesji, liczba majowych kontraktów wynosiła 43170. Niewątpliwie liczba ta znacząco spadnie przez ten tydzień, ale jest ona ciągle na tyle duża, aby mieć pewne obawy czy COMEX będzie w stanie zrealizować dostawę całego srebra. Ewentualny default, czyli nie wywiązanie się z umowy dostawy przez COMEX, spowoduje rzeź krótkich pozycji.


Niemała rolę w ostatnich wzrostach srebra i złota miał też taniejący dolar. Obecny spadek waluty rezerwowej świata, ma związek z sytuacją budżetu USA. Doszliśmy ponownie do następnej bariery - 14.294 biliony dolarów, której poziom długu Stanów Zjednoczomych nie ma prawa przekroczyć. Oczywiście nie ma prawa, aż do uchwalenia następnej ustawy w kongresie, która podwyższy ten poziom. Jednak każde podniesienie tej wartości, powoduje napływ nowych inwestorów na rynek złota i srebra starających się zabezpieczyć swoje oszczędności.


Ciężko jest przewidywać jak zachowa się rynek srebra w najbliższej przyszłości. Po tak potężnych wzrostach, jakie miały miejsce przez trzy ostatnie miesiące, korekta na rynku na pewno się przyda. Jednak fundamenty wzrostu cen srebra ciągle pozostają niezmienne. W każdym razie nudzić się na pewno nie będziemy.

piątek, 22 kwietnia 2011

kopalnie srebra - dlaczego ceny akcji nie rosną?

Zapewne wiele osób zastanawia się, dlaczego akcje spółek wydobywczych zachowują się ostatnio tak słabo. Trend wzrostowy na srebrze zaczyna przypominać parabolę. Praktycznie codziennie pobijany jest nowy rekord cenowy. Kopalnie które jeszcze kilka lat temu dostawały za uncję srebra 5 dolarów, teraz dostają prawie dziesięć razy tyle. Wielu inwestorów zdaje sobie sprawę, że ich zyski też będą rosły wykładniczo. Wzrost cen akcji spółek wydobywczych jednak nie poraża. Przykładem jest wczorajszy dzień, kiedy ceny srebra poszły do góry o 3 procent i można się było spodziewać, że ceny kopalni wzrosną przynajmniej dwa razy tyle. Nie stało się tak jednak. Większość spółek takich jak EXK, MGN, PAAS skończyła dzień pod kreską, a inne minimalnie wzrosły.
Nie był to pierwszy tego typu przypadek. Pomimo potężnych wzrostów na rynku srebra w ostatnim czasie, spółki nie rosną aż tak bardzo. Niektóre nawet wcale.


Próbując znaleźć wyjaśnienie takiego stanu rzeczy, trafiłem na kilka ciekawych artykułów na blogu Dana Norcini (http://traderdannorcini.blogspot.com/). Już jakiś czas temu sugerował on, że słabość spółek z sektora wydobywczego nie jest przypadkowa i wynika ze strategii funduszy inwestycyjnych zajmujących krótkie pozycje (zarabianie na spadkach cen) na akcjach kopalni. Poniższe podsumowanie, powinno rzucić nieco światła na ten problem.

„Jeszcze kilkanaście lat temu, osoba chcąca zainwestować w srebro lub złoto miała dwie możliwości – kupno kontraktów futures na metale szlachetne lub nabycie akcji spółek wydobywczych.
Obecnie pojawiła się trzecia możliwość, a mianowicie kupno certyfikatów ETF. Inwestycje w certyfikaty powodują, że część pieniędzy, która miała trafić na rynek akcji spółek wydobywczych wędruje do portfela funduszy ETF. 
Dodatkowo, w ostatnich latach powstała ogromna liczba funduszy hedge, które także absorbują część kapitału wcześniej przeznaczonego na inwestycje w akcje kopalni. 

Do trwałego wzrostu cen akcji potrzeba ciągłego napływu kapitału. Jedną z przyczyn obecnej słabości spółek z sektora wydobywczego srebra i złota może być właśnie słabsze zaangażowanie inwestorów, którzy mają do wyboru znacznie więcej instrumentów inwestycyjnych niż jeszcze dwie dekady temu.
Dodatkowo fundusze hedge wiedząc o tym, że akcje kopalni będą się zachowywały słabiej, nawet jeżeli ceny kruszców poszybują do góry, mogą zajmować na nich krótkie pozycje. Po co miałyby to robić? Wszystko opiera się o zarządzanie ryzykiem. Jeżeli założymy, że przy bardzo zmiennym rynku ceny akcji spółek wydobywczych w czasie korekty będą spadać szybciej niż kruszec to fundusze wyjdą zawsze na plus.
Zilustrujmy to przykładem. Załóżmy, że fundusz hedge posiada długą pozycję na srebro oraz krótką pozycję na jedną z kopalni. Jeżeli trwa silny trend wzrostowy, długa pozycja przynosi dochód, a krótka stratę, jednak strata jest mniejsza od zysku ze względu na słabszy wzrost cen akcji. Gdy pojawi się korekta i ceny zarówno metalu jak i spółki pójdą w dół, a zakładając, że ceny akcji będą spadały szybciej, wtedy fundusz też będzie na tym zarabiał.

Strategia taka, chociaż obecnie bardzo efektywna, nie może jednak trwać wiecznie. Spółki ocenia się na podstawie tego, jakie zyski potrafią osiągać. Niewątpliwie wzrost cen srebra znacząco pomnaża zyski kopalni. Nawet jeżeli teraz ich ceny są „przyduszone” poprzez stosowanie powyższej strategii, to w końcu zwiększony popyt na te akcje ze strony inwestorów szukających okazji do zarobku, powinien wynieść je do góry. Im bardziej będą rosnąć tym mniej strategia ta będzie opłacalna. W pewnym momencie fundusze uświadomią sobie, że wszystko zaszło za daleko i będą starały się z niej wycofać, co dodatkowo powinno wzmocnić ceny akcji.”